mal


we współpracy z Magdaleną Pelą
2.09-23.09.2018
Mleczny Piotr WL4, Gdańsk


















mal


we współpracy z Magdaleną Pelą2.09-23.09.2018Mleczny Piotr WL4Gdańsk

/malheureusement/maladie/malaise
Na co cierpi malarstwo?
W moim domyśle chodzi o niezaprzeczalną pretensjonalność przedstawiania, tym bardziej pretensjonalnego, im bardziej dosłowne. Naturalnym na to sposobem jest uczynienie z tej pretensjonalności przedmiotu malarstwa, chociaż w małym stopniu. W moim przypadku polega to na cytowaniu własnych obrazów i przedstawianiu akcesoriów malarskich, co w pewnym sensie umożliwia mi naigrywanie się z fanfaronady trompe l’oeil malarstwa o hiperrealistycznych aspiracjach („pokażę, że umiem”).
Jest to truizm, zdaje się jednak, że obecnie przez malarzy często pomijany albo zapominany na drodze do obrazowej „smaczności”. Zdaje się, że powrót do malarskich źródeł i próba dobrodusznej ich reinterpretacji to zasadniczo banał, biorąc pod uwagę niemal nieskończenie daleko wstecz sięgającą tej praktyki historię. To samo dotyczy jak choćby malarskich przedstawień palety, którym poświęcono wiele prac naukowych, z „Ustanowieniem obrazu” V. Stoichity na czele (które to było mi wielce pomocne przy próbach tłumaczenia sobie własnego malarstwa).
Jakkolwiek po lekturze wspomnianej książki popaść można w zwątpienie w sens poszukiwań na wybranym przeze mnie tematycznym polu, znów pojawia się przewrotna refleksja, że może tego Stoichitę i wszystko co pisał o siedemnastowiecznych malarskich przedstawieniach palet itp., należy przeskoczyć, malując „go” właśnie – to znaczy wybrane przez niego do książki reprodukcje przedstawiające palety (co ciekawe, wydrukowane w czerni i bieli). Maluję więc reprodukcje reprodukcji i sądzę że ma to sens, ponieważ w moim odczuciu banalność umożliwia malarzowi dążenie do widzenia świadomego siebie i swojego znaczenia.
-
Fragment tekstu Co warto wiedzieć przy czytaniu wystawy "Zestaw malarski", zamieszczonego w katalogu wydanym z okazji wystawy Zestaw malarski w Galerii Miejskiej BWA w Bydgoszczy (2018).












































Zestaw malarski


kuratorka: Karolina Pikosz
10.04-13.05.2018
Galeria Miejska BWA w Bydgoszczy

Zestaw malarski


kuratorka: Karolina Pikosz10.04-13.05.2018Galeria Miejska BWA w Bydgoszczy

Posługuję się malarstwem akrylowym i staram się nie uciekać od niego. Moim zdaniemwybór tego medium jest równoznaczny z narzuceniem sobie ograniczenia, rozumianego pozytywnie, jako cechę użyźniającą obszar ćwiczeń formalnych, a zatem sprawiającą, że uprawianie malarstwa ma sens. Medium to jest specyficzną, anty-anegdotyczną formą wypowiedzi - to znaczy, przekazem przekornym, bo wyrastającym z anegdoty, lecz anegdotą nie będącym (przynajmniej w moim wyobrażeniu). Anegdota jest malarstwu pierwotnie potrzebna, ponieważ służy jako pretekst.
Pretekstami dla moich obrazów stały się piktorialne motywy zakorzenione głęboko w naszej kulturze, takie jak centralna kwatera Ołtarza Gandawskiego braci van Eyck, pierwsza fotograficzna, nawiązująca do malarskiej tradycji, martwa natura N. Niépce’a czy kadr z filmu „Powiększenie” M. Antonioniego. Poprzez ich zawłaszczenie i podporządkowanie wypracowanemu przeze mnie językowi malarskiego gestu, wypłukuję z nich pierwotną narrację, by dociec do sedna ich siły oddziaływania na odbiorców, to jest, ujmując rzecz roboczo – ponadczasowości.
Dociekam co sprawia że zapamiętujemy obrazy, bierzemy je do siebie, że działają – inaczej: co sprawia, że malarstwo w ogóle „służy” (bo to, że czemuś służy, jest niezaprzeczalne). Możliwe, że warunkiem działania obrazu jest istnienie świata wewnątrzobrazowego, to znaczy, malarstwo obrazów-okien (jednak, mimo wszystko). Stąd w moim malarstwie centralne kompozycje, frontalne i symetryczne jak Ołtarz Gandawski, jak teatr liturgiczny – budowane w wierze, że proces malarski umożliwia dojście do reguły decydującej o zapamiętaniu (odciśnięciu) obrazu lub jego pominięciu, zarówno przez współczesnego odbiorcę, jak i nurt historii. Staram się konstruować obraz jako tableau vivant – to znaczy, jak coś co, poprzez swoją uporczywą, ewidentną i w pewien sposób naiwną obecność, ukazuje się odbiorcy, mówiąc o sobie: jestem przedstawieniem, przedstawiam przedstawienie.
Obrazy niosą zatem podwójny ładunek – tkankę malarską oraz nieobrazowy tor narracji, czytelny prawdopodobnie wyłącznie dla mnie. Być może to nie szkodzi, bo koniec końców anegdota nie ma najmniejszego znaczenia, chyba że dla odbiorców, którzy są niewrażliwi na malarską tkankę obrazu, więc szukają narracyjnego punktu zaczepienia.
Sądzę, że bez względu na strategię komunikacji wizualnej i jej tematyczną złożoność, to poprzez regularną pracę nad gestem malarskim, czyli tzw. malarskim ABC, uzyskuje się druzgocąco spójną wizualnie wypowiedź. A przy okazji, w trakcie malowania, „wyłazi” z człowieka jeszcze wiele innych rzeczy, których nie przewidział. Być może to właśnie fizyczność malarstwa przychodzi na ratunek zagrażającej na każdym kroku malarzowi dosłowności – to fizyczności zawdzięczamy niemożność stuprocentowo trafnego przewidzenia ostatecznego efektu. Zatem to obszar znajdujący się na marginesie kontroli obrazu zdaje się być tym, co w procesie malarskim jest dla mnie najbardziej interesujące, to znaczy – najbardziej nośne znaczeniowo, czyli „popychające sprawy do przodu”. Z tego też powodu, siłą rzeczy, to moja postawa wobec malarstwa jest tematem tej wystawy, a nie historie opowiadane przez obrazy.
Jedną z historii, z których wzięła się ta wystawa oraz jej tytuł – „Zestaw malarski” – jest trywialna sytuacja, która niepostrzeżenie przeobraziła się w dominujący motyw mojego malarstwa. W czerwcu 2017 roku zakończyłam studia obroną pracy dyplomowej (przygotowanej pod opieką Krzysztofa Gliszczyńskiego, Przemysława Łopacińskiego i Marka Modela) na wydziale malarstwa ASP w Gdańsku. Przy okazji pierwszego od czasu obrony spotkania, Stanisław Stasiulewicz wręczył mi prezent mający służyć mi na nowej drodze życia profesjonalnego artysty – kartonowe pudełko zawierające zestaw malarski, do którego należały: blejtram z zagruntowanym płótnem, kilka pędzelków, metalowe tubki farby akrylowej i drewniana paletka. Pan Stasiulewicz przygotował mnie do podjęcia studiów na akademii jeszcze kiedy byłam w liceum i jako pierwszy zauważył, że w ogóle powinnam zająć się malarstwem. Po mojej przeprowadzce do Gdańska stale obserwował moje poczynania i na swój sposób pozostał moim nauczycielem. Stąd prezent, który od niego dostałam, uważam za najwspanialszy z możliwych, głównie ze względu na swoją symboliczność, beztroskę, jakość dobrodusznego mrugnięcia. Nie do zignorowania jest również narzucające się skojarzenie z charakterystyczną estetyką (choć jest to ryzykowne określenie) Szkoły Bydgoskiej, razem z jej kasetkami, kanciapami, kartonowym malarstwem. Aż do roku dyplomowego żyłam w zupełnej nieświadomości tego zjawiska, które wyjaśniła mi nieco publikacja „Było nie było” zawierająca obszerny esej Jolanty Ciesielskiej. Odkrycie Szkoły Bydgoskiej było dla mnie przeżyciem o tyle silnym, że właściwie wyrosłam na jej gruncie nawet o tym nie wiedząc i w dodatku współtwórca tego zjawiska, Stanisław Stasiulewicz, stale był w zasięgu ręki. Trudno wyobrazić sobie bardziej właściwy dla mnie sposób uporania się z tą wiedzą, niż malarstwo. Oczywiście nie mam na myśli podejmowania tematyki związanej ze Szkołą w sposób problemowy. Chcę tylko zaznaczyć, że Szkoła zaczyna na moich obrazach wybrzmiewać i witam tę obserwację z radością. Gest wręczenia Zestawu, niewymuszony i nienapompowany, odebrałam jako gotowy do przełożenia na język malarski.
Zestaw to temat odbijający się echem w malowanych przeze mnie obrazach tak donośnie, że zaczęły one gadać ze sobą i jeden o drugim. Moment otrzymania prezentu porównywalny jest do śnieżki wywołującej lawinę, to jest serię obrazów o zestawie malarskim, o palecie, o farbie, o centralności, o obrazach. W rezultacie przedmiotem mojego malarstwa stała się kategoria ilustracyjności, którą raz nasycam, a której innym razem pozbawiam wybrany motyw (...)
-
Fragment tekstu Co warto wiedzieć przy czytaniu wystawy "Zestaw malarski", zamieszczonego w katalogu wydanym z okazji wystawy Zestaw malarski w Galerii Miejskiej BWA w Bydgoszczy (2018).










Lässt du dich überraschen


kuratorka: Agata Nowosielska
11.01 - 4.02.2018
Galeria Żak, Gdańsk


























Lässt du dich überraschen


kuratorka: Agata Nowosielska11.01 - 4.02.2018Galeria Żak, Gdańsk
JEST BARDZO OK ( Kilka słów o malarstwie Alicji Kubickiej )
Obrazy Alicji Kubickiej są kompozycjami z zaszyfrowaną treścią. Na początku bardzo zwodzą okoodbiorcy poddając go próbie. Zwykłe fragmenty otaczającej nas rzeczywistości są zredukowane do–czasem – małych wycinków pejzażu miejskiego (obraz zatytułowany Inowrocław) a czasem dokształtów ,które moglibyśmy z łatwością opisać – jak grządka miejskich bratków czy betonowy koszna odpadki (obrazy: Grządka A i grządka B, Powiększenie).
Malarstwo Kubickiej odnosi się do szeroko pojętej kultury europejskiej , zaczynając od fascynacjifilmem - a dokładnie Powiększeniem Michelangelo Antonioniego a kończąc na twórczościaustriackiego pisarza Thomasa Bernharda. Liczne są też odniesienia do literatury (obrazprzedstawiający pogrzeb Ernesta Hemingwaya). Artystka często wprowadza tekst na powierzchniępłótna, który łączy się z zakomponowanymi plamami barwnymi i bawi się jednocześnie malarstwemjak grą formalną, pozbawioną anegdoty.
Tak, jak mówi sama malarka, modyfikuje motywy zawarte w pierwowzorach swoich obrazów,redukuje i wypłukuje wcześniejszą treść. Tak dzieje się w przypadku obrazów: Baranek I, Branek II iBaranek III. Seria obrazów odnosi się do słynnego Ołtarzu Gandawskiego braci Van Eyck, a dokładniedo wewnętrznej dolnej tablicy z motywem Adoracji Baranka. Na obrazie Kubickiej ta sytuacjamalarska zredukowana została do ukazania jedynie kształtu fontanny. Postaci zostały zamalowane.Kształty znane odbiorcy uległy wytarciu, redukcji. Staje się zatem Branek III jedynie domysłem. Formy fontanny na tle bieli stanowią – niezamierzenie - odniesienie do innych obiektów malowanych przez Alicję Kubicką. Zatem obrazy - o różnych pierwowzorach-komunikują się poprzez analogiczne kształty.
Motywy malowane przez Kubicką czasem są – dla odmiany- trywialne. Zwykła siatka na zakupy bądźokładka zestawu do malowania farbami plakatowymi stają się motywem wyjściowym niektórychobrazów. Abstrakcyjne wzory z plastikowej torby łączą się na jednym płótnie z kompozycjamiAgostina Carracciego - włoskiego malarza wczesnego baroku. Impasty przemieszane są z użyciemwęgla, rysunek miesza się z techniką akrylową. Wszystkie te zabiegi formalne pomagają malarstwuKubickiej, stwarzają szersze pole interpretacyjne.
Alicja Kubicka zaznacza, że malarstwo traci na tym, gdy jest zbyt dosłowne. Przewrotnie ,na jednym zobrazów wpisuje zdanie: Im dosłowniej tym lepiej. Obraz jest utrzymany w konwencjiprzypominającej malarstwo Pawła Susida ze względu na kompozycję i użycie tekstu.Obrazy Kubickiej cytują też trochę Sigmara Polke, ale jednocześnie pozostają świeże i intrygujące.
Od bardzo zwyczajnych przedstawień (grządki) po wyrafinowane kompozycje (Mythologicalsubjects) są obrazy Kubickiej w ciągłym progresie. Najnowsze prace przypominają obrazy MarkusaDöbeli ze względu na pastelowe barwy rozpościerające się nad całością kompozycji. Obrazy sązredukowane do trudnych do odgadnięcia motywów- odbiorca odnajduje nić Ariadny, gdy czyta ichtytuły, chociaż te też nie odpowiadają na wszystkie stawiane pytania.
Intertekstualność obrazów Kubickiej nie kończy się tylko na subtelnych cytatach dotyczących kina czy literatury. Siłą tego malarstwa jest odważne dawkowanie treści i nie uchylanie całej zasłony. Okno, które kryje się za zasłoną stanowi odpowiedź na wiele pytań stawianych temu malarstwu- chociażby sam dobór motywów będących na rozbieżnych biegunach gatunkowych - ale malarka uchyla tylko rąbek tajemnicy.
-
Agata Nowosielska / komentarz do wystawy









'Jeden z drugim myśli, że malować to takie proste albo staromodne'


wystawa dyplomowa przygotowana we współpracy z prof. Krzysztofem Gliszczyńskim, Danielem Cybulskim i Sylwestrem Gałuszką
12.05-7.06.2017
Kolonia Artystów - Dolne Miasto, Gdańsk






































photos by Daniel Cybulski









Katalog


aneks do dyplomu przygotowany w pracowni dr Przemysława Łopacińskiego
(widok instalacji w dniu obrony dyplomu, Kolonia Artystów - Dolne Miasto, Gdańsk)
ok. 300 fotografii obrazów autorki, oprawionych w ramki z drewna balsa; instalacja site-specific w pracowni autorki w Kolonii Artystów w Gdańsku